W sobotę, w pierwszy lipcowy wieczór, dzięki staraniom właściciela pana Jana Malewickiego w kawiarni 40-stka (ul. Jagiellońska 16) Sokolniki-Las o godzinie 19 w ramach cotygodniowych koncertów mieliśmy przyjemność posłuchać bardzo znanej i lubianej wokalistki jazzowej pani Hanny Banaszak.
Wśród licznej publiczności jaka przybyła na koncert (ok.500 osób) znalazła się między innymi dyrektor Teatru Muzycznego w Łodzi pani Grażyna Posmykiewicz. Na widowni oprócz mieszkańców Sokolnik-Lasu zasiedli goście z pobliskiej Łodzi, chętnie spędzający weekendy i wakacje na łonie Sokolnickiej natury, oraz Ci, którzy przyjechali z różnych miejsc specjalnie na koncert pani Hanny.
Wszyscy niecierpliwie czekali na pojawienie się wokalistki, czuć było niezwykłą atmosferę i lekkie napięcie.
Hanna Banaszak ubrana na czarno, rozświetlona jedynie gustownym naszyjnikiem, w swojej charakterystycznej fryzurze – po prostu naturalna, w najlepszym tego słowa znaczeniu, pojawiła się na scenie w towarzystwie – jak o nich mówiła – swoich muzyków.
Dookoła panował lekki półmrok, a głos artystki rozbrzmiewał donośnie i pięknie wśród słuchaczy i koron drzew.
Cudownie przywitała publiczność, a jednym z pierwszych utworów jakie wykonała był „Summertime” Georga Gershwina.
Potem było jeszcze lepiej, ciekawiej, nostalgicznie i wesoło. Usłyszeliśmy wiele piosenek na przykład „Samba życia”, czy utwór Duka Ellingtona po polsku.
Pani Hanna uprzedziła uczciwie, że nie wykona swoich tak zwanych „starych przebojów”, wyjątek zrobi dla dwóch utworów, ale zadała warunek, aby publiczność zaśpiewała razem z wokalistką. I tak mogliśmy popląsać przy wspólnie śpiewanych : „W moim magicznym domu” oraz „Truskawki w Milanówku”. Prawie wszyscy znali słowa, było radośnie i żywiołowo, a pani Hanna Banaszak nazwała Sokolnicką publiczność „muzykalną” co znów zachęciło słuchaczy do gromkich aplauzów.
W występie pani Hanny mimo czasem trudnych, poważnych piosenek czuło się lekkość i taką prawdziwość.
Chętnie przeplatała śpiewanie , opowiadaniem o sobie, o swoich muzykach, często żartowała, także na swój temat, co według mnie pokazało jej dystans do siebie i do świata. Było jak to się potocznie mówi „dużo śmiechu”.
Kawiarnię 40-stka nazwała „klimatycznym, przeuroczym miejscem” zaśpiewała też utwór zadedykowany właścicielowi kawiarni i organizatorowi w jednej osobie Janowi Malewickiemu. Myślę, że to było na prawdę miłe.
Warto również wspomnieć o muzykach i akustyku towarzyszącym pani Hannie. Podczas koncertu byli aktywni, a wokalistka w moim odczuciu była szczęśliwa, że razem pracują i grają.
Pani Hanna zdradziła, iż najdłużej bo 25lat współpracuje z panem Andrzejem Mazurkiem, instrumenty perkusyjne. Publiczność wysłuchała utworu kompozycji pana Mazurka pod znamiennym tytułem ” Mazurskie Fale” wykonanego solo przez autora. Utwór, sądząc po reakcjach publiczności bardzo się podobał. Mieliśmy też przyjemność posłuchać grającego na kontrabasie pana Zbigniewa Wrombla, nad akustyką czuwał pan Paweł Haus. Najkrócej gra z Hanną Banaszak pianista Jacek Szwaj, jak sama przyznała, utalentowany młody człowiek, który okazał się też wspaniałym wokalistą i zaśpiewał przy własnym akompaniamencie jeden z przebojów artystki „Pogoda ducha”. Zagrał również solo przejmujący utwór Krzysztofa Komedy. Wszystkie aranżacje były nagradzane gromkimi brawami.
Pod koniec koncertu Hanna Banaszak wspomniała współpracę z niedawno zmarłym Zbigniewem Wodeckim przywołała w pewny sensie pamięć o artyście śpiewając Jego utwór „Rzuć to wszystko co złe”. Łza zakręciła się w oku niejednemu słuchaczowi.
Mogliśmy również posłuchać piosenki Agnieszki Osieckiej pod tytułem „Przyjdę do siebie”.
Na zakończenie wokalistka zaśpiewała utwór „Modlitwa”.
Koncert zwieńczyły gromkie brawa , a dwa bisy uradowały publiczność. Przy ostatniej piosence „Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia” bawili się i tańczyli wszyscy. To było wspaniałe przeżycie.
Dziękujemy pani Hani Banaszak i jej zespołowi za ten wspólny klimatyczny wieczór z cudowną muzyką. Bogaty repertuar o charakterze nostalgicznym, wymykający się według mnie z pędu dzisiejszych czasów pozwolił słuchaczowi się na chwilkę zatrzymać, pomyśleć, zadumać…
Po koncercie można było nabyć płyty Hanny Banaszak z autografem artystki.
Zapytajcie Państwo w Kawiarni 40-stka, może jest jeszcze możliwość zakupienia płyt.
Za tą sobotę dziękujemy artystom i organizatorom.
Dziękuję i pozdrawiam
Alicja









































