Pupil pupilem, ale…

Uwielbiamy je, kochamy, dbamy o nie – czasem nawet przesadnie. Psy są naszymi towarzyszami od wieków, chronią nasze domostwa, wspierają w trudnych chwilach, często ratują nam nawet życie. Nasi najlepsi przyjaciele, w zależności od rasy i usposobienia mogą stać się jednak naszymi wrogami i zagrażać zdrowiu lub życiu. Nawet najłagodniejsza rasa nie jest w stanie zadeklarować słownie i podpisać się obiema łapami pod oświadczeniem, że nigdy nikogo nie ugryzie. Pies jest tylko psem i choćby był najcudowniejszym kompanem – warto dbać o to, by nie zagrażał innym. W miejscach publicznych tj. uliczki Sokolnik obowiązuje prawo obligujące właścicieli czworonogów do trzymania ich na smyczy. Ponadto istnieje lista 11 ras agresywnych, których wyprowadzanie bez smyczy i kagańca jest zabronione i karane mandatem. Listę ras prezentujemy poniżej:

1) amerykański pit bull terrier,

2) pies z Majorki (Perro de Presa Mallorquin),

3) buldog amerykański,

4) dog argentyński,

5) pies kanaryjski (Perro de Presa Canario),

6) tosa inu,

7) rottweiler,

8) akbash dog,

9) anatolian karabash,

10) moskiewski stróżujący,

11) owczarek kaukaski

Sokolniki są miejscem sprzyjającym „wolności” psów. Każdy właściciel jest bowiem w stanie zapewnić pupilowi wybieg w postaci działki. Szanujmy zatem to, że każdy kto przechodzi obok nas, kiedy wyskoczymy z psem do sklepu, może się naszego milusińskiego zwyczajnie obawiać, a w szczególności osoby starsze lub dzieci, których w Sokolnikach jest coraz więcej w okresie letnim. Często zdarza się, że pies wybiega daleko przed właścicielem i nie wiadomo jak zachować ma się spacerowicz widzący samotnego wilczura biegnącego prosto na niego. Nerwowa reakcja może pogorszyć sytuację i choćby pies tego nie chciał zaatakuje w obronie własnej. Jako właściciele jesteśmy zobowiązani do tego, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Najczęstszym tłumaczeniem, kiedy dochodzi do ugryzienia, jest tłumaczenie: „On nigdy nikogo nie ugryzł. Nie wiem co się stało…” lub przerzucanie odpowiedzialności na pogryzionego. Merdający ogon jest zawsze mile widziany, ale pamiętajmy również o innych spacerujących, których nawet golden retriever może wprawić w zakłopotanie.

 

Dzikie wysypisko

Przeciętny człowiek wytwarza rocznie około 320 kg śmieci różnej maści. Leśnicy rocznie usuwają z lasów odpady, z których z powodzeniem można zbudować drugi Pałac Kultury i Nauki. Pytanie brzmi: Czy taki pałac chcemy mieć w Sokolnikach?

Zaskakujące jest to, że mimo dość gęsto rozsianych śmietników, pojemników do sortowania odpadów w strategicznych miejscach Sokolnik i zadbanej zieleni, znajdują się jeszcze tacy, którzy nie wiedzą, że śmieci wyrzuca się zwyczajnie do KOSZA. Wzdłuż ulicy Polnej nie da się przejść ot tak, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na poboczu i w głębi otaczającego drogę lasu. Znajdziemy tam zderzak od samochodu, toaletę(chyba postawiona w razie potrzeby w trakcie długiego spaceru), butelki, plastikowe pudełka, foliówki, gdyby komuś zabrakło na zakupy. Jedynym mankamentem, oprócz oryginalnego wystroju ścieżki, jest fakt, że popularna „jednorazówka” rozkłada się zaledwie 100 – 120, butelka plastikowa 500 – 1000, a buteleczka po „szczeniaczku” kilka tysięcy lat!

W tym czasie nieprzygotowana na związki chemiczne gleba wchłania niszczące ekosystem leśny substancje, skażając nie tylko najbliższe drzewa i rośliny, ale także wody powierzchniowe i podziemne. Jeśli więc ktoś myśli, że wywiózł śmieci do lasu i pozbył się problemu – jest w błędzie. Te śmieci wrócą do niego, kiedy będzie chciał zrobić sobie herbatę. Substancje, które gromadzą się i mnożą na dzikich wysypiskach są oczywiście rakotwórcze. Pewnie nieistotne dla śmiecących jest to, że przez nich giną zwierzaki, które zwyczajnie połykają folię pozostawioną w takich miejscach. Dochodzi też do okaleczeń psów, kotów, wiewiórek, saren, lisów etc. W trakcie rozkładu wydziela się zapach, który ochoczo przyciąga stworzenia roznoszące choroby, tj. szczury, komary i muchy. One także powrócą wkrótce do śmiecących z trującym ładunkiem.

Polna jest ulicą ukrytą między Kanią Górą a Sokolnikami, gdzie siły sprzątające docierają raz na jakiś czas i stąd jawność tego zjawiska. To, co pozostaje po weekendzie na ulicach też często woła o pomstę do nieba i tylko regularne czyszczenie głównych ulic, okolic ronda i rynku sprawia wrażenie, że nie ma problemu. Być może potrzeba więcej mini – banerów tj. te, które wiszą wzdłuż Jagiellońskiej.